Przesłanka nr 1.
A gdy oni jedli, Jezus wziął chleb i odmówiwszy błogosławieństwo, połamał i dał uczniom, mówiąc: «Bierzcie i jedzcie, to jest Ciało moje». Następnie wziął kielich i odmówiwszy dziękczynienie, dał im, mówiąc: «Pijcie z niego wszyscy, bo to jest moja Krew Przymierza, która za wielu będzie wylana na odpuszczenie grzechów. [Mt 26, 26-28]
Przesłanka nr 2
Najpierw święty Sobór naucza oraz otwarcie i jasno wyznaje, że w Boskim Sakramencie św. Eucharystii po konsekracji chleba i wina Pan nasz Jezus Chrystus, prawdziwy Bóg i prawdziwy człowiek, znajduje się prawdziwie, rzeczywiście i substancjalnie [kan. 1] pod postaciami owych widzialnych rzeczy. Albowiem nie jest to sprzeczne, abyZbawiciel nasz zasiadał zawsze w niebiosach po prawicy Ojca naturalnym sposobem obecności, a mimo to był obecny w swojej substancji na wielu innych miejscach sposobem istnienia wprawdzie ledwo słowami wyrażalnym, który jednak jako dla Boga możliwy możemy pomyśleć i mocno mamy wierzyć.
[...] jest niesłychanie wielkim występkiem, kiedy niektórzy uparci i przewrotni ludzie czynią z nich fałszywe i zmyślone metafory, przeczące prawdzie ciała i krwi Chrystusa [Sobór Trydencki, Sesja XIII, Dekret o Najświętsym Sakramencie]
Definicja
Kanibalizm: «zjadanie mięsa ludzkiego przez innych ludzi» lub «pożeranie się osobników tego samego gatunku wskutek głodu, zagęszczenia populacji itp.» [Słownik Języka Polskiego]


51 comments
Comments feed for this article
2009/07/19 @ 10:21
flamenco
U Ciebie ostatnio jest tak leciuchno, że pozwolę sobie jedynie na dygresję dotyczącą wegetarian. Albo grzeszą odmową konsumpcji, albo kłamstwem.
Swoją drogą, ciekawe co z nakazem powstrzymywania się od krwi w takim układzie dyktowanym przez Układ.. Pewnie im umknęło – Dzieje Apostolskie wszak kawał drogi od ewangelii leżą ;)
ps. jednak się doigrasz :)
2009/07/19 @ 11:13
Sadoq
Ktoś może pomyśleć, że upał powywracał zwoje mózgowe Sadoqa, ale zapewniam, że pod tym względem jestem jak najbardziej w pełni władz umysłowych.
Nie rozstrzygam w powyższym wpisie niczego, ale stawiam pytania :-)
2009/07/19 @ 12:19
flamenco
Poplątał chyba, nie powywracał – mniejsza o to, wegetarianie od razu mi się wysypali. Można jeszcze poszukać zwierzęcego białka w hostii.. to – jakby – rozstrzygnęłoby wątpliwości, czy mamy do czynienia z symbolami, czy z magią ;)
2009/07/19 @ 13:23
Sadoq
Kwestia stawiana we wpisie ma charakter moich wątpliwości, jak należy rozumieć tekst ewangelii i tego, co potwierdza dekret soborowy.
Eucharystia dla mnie realnie jest mąką z wodą i wino. Normalne produkty spożywcze.
Dla wierzących (vide: ewangelia i sobór) realne ciało i krew.
Jaki jest sens spożywania ludzkiego ciała i krwi w chrześcijaństwie? Ma dawać siłę i moc. A to czyni je podobnym do rytuałów spożywania ciała w innych religiach i kulturach.
2009/07/19 @ 14:03
flamenco
Mała korekta: dla ‘wierzących vide ewangelia’ też jest mąką z wodą (+ wino niealkoholizowane). Nie zrównuj wyznań ;)
2009/07/19 @ 14:44
Sadoq
Flamenco,
Czytaj wszystko w kontekście Kościoła katolickiego, bo jego teksty i rozumienie przywołuję, tak więc gdzież tu zrównanie? Inne wyznania biorę w nawias, gdyż tam nie ma mowy o transsubstancjacji i wiary w rzeczywistą obecność ciała i krwi Jezusa .
2009/07/19 @ 14:48
flamenco
Sadoq – pisz wszystko w kontekście KK w takim razie, zamiast uogólniać do chrześcijanie czy wierzący :)
2009/07/19 @ 15:21
Sadoq
Dobrze. Należy być precyzyjnym, bo nie dla każdego jest oczywiste, że Sobory to domena KK. W tym jednak momencie uświadamiam sobie, że pozostałe denominacje chrześcijańskie jawią się jako te, które poprzez pamiątkę ostatniej wieczerzy uprawiają kanibalizm metaforyczny:-)
2009/07/19 @ 13:36
Moon
“Jaki jest sens spożywania ludzkiego ciała i krwi w chrześcijaństwie? Ma dawać siłę i moc. A to czyni je podobnym do rytuałów spożywania ciała w innych religiach i kulturach.”
Być może kanibalizm przetrwał do czasów pierwszych chrześcijan, na co nie ma jednak żadnych dowodów ani chyba nawet przesłanek, więc Chrystus chciał wyplenić ten barbarzyński obyczaj ustanawiając Sakrament Eucharystii.
2009/07/19 @ 13:54
Sadoq
Moon,
Myślę, że nie taka była intencja Jezusa. Natomiast taki obrót przybrały święta Bożego Narodzenia, które zastąpiły pogańskie święto Niezwyciężonego Słońca.
Jezus swą ofertę kierował do Żydów, wśród których nie był praktykowany kanibalizm. Owszem były składane ofiary z kozłów, gołębi, owiec, czy płodów rolnych, jednakże propozycja ostatniej wieczerzy jest czymś szczególnym. Owszem przywołuje się symbol baranka, ale wcześniej nie pojawiał się wątek spożywania ciała ludzkiego, a tu jest wezwanie wprost. Mówi o tym Jezus i potwierdza to bardzo wyraźnie Kościół.
2009/07/19 @ 14:36
Moon
Wszyscy stają się jednym ciałem Kościoła po spożyciu symbolicznego ciała Chrystusa.
Niemniej, jakby nie było, jest to “kanibalizm metaforyczny”.
Może jacyś profesorowie teologi znają odpowiedź.
2009/07/19 @ 14:41
Sadoq
Też tak kiedyś sądziłem, że Kościół traktuje to metaforycznie, ale cytowany tekst soborowy nie pozostawia wątpliwości: [...] jest niesłychanie wielkim występkiem, kiedy niektórzy uparci i przewrotni ludzie czynią z nich fałszywe i zmyślone metafory, przeczące prawdzie ciała i krwi Chrystusa .
Jakiekolwiek wycieczki w kierunku metafory i symbolu będą herezją:-)
2009/07/19 @ 14:56
Moon
No, tak. Nieciekawe to wygląda. Ale ten Sobór Trydencki, to wieki temu był. Coś około XVI wieku, zdaje się. Kościół już pewnie się z tego wycofał?
P.S.
Znalazłam postanowienia posoborowe…
Aby odeprzeć herezje Lutra, wymyślano bajki… Walka o władzę, żaden system religijny. “Ciemny lud to kupi”.
2009/07/19 @ 15:14
Sadoq
Kościół nie wycofuje się nigdy ze swoich postanowień dotyczących wiary. Obowiązują wszystkie tezy 21 soborów poczynając od nicejskiego z 325 roku p.Ch. Trydencki to połowa wieku XVI. Po nim był tylko sobór watykański pierwszy w XIX wieku i watykański II 1962-1965. Zmienna jest tylko taktyka duszpasterska i praktyka, natomiast twierdzenia doktrynalne nie podlegają dezawuowaniu.
Zdziwisz się, ale nadal obowiązuje doktryna extra ecclesiam nulla salus (poza Kościołem nie ma zbawienia). Wyraził to explicite Sobór Laterański (1215) i potwierdził Sobór Florencki (1439). Ten ostatni wymienia jednym tchem wszystkich podlegających potępieniu: poganie, żydzi, heretycy i schizmatycy.
Kościół (papieże) może reinterpretować naukę, ale nie może zmieniać jej istoty, gdyż wtedy zaprzeczałby sam sobie, czyli działaniu pod wpływem Ducha Świętego.
2009/07/19 @ 15:38
Moon
Żelazna doktryna katolicka. Dobre dla sekciarzy.
Ale samo chrześcijaństwo, jego ideologia, a zwłaszcza przeróżne odłamy protestantyzmu, bez wątpienia przyczyniły się do rozwoju “cywilizacji białego człowieka”, czyli naszej europejskiej kultury i gospodarki.
Protestanci również sprzeciwiają się aborcji, eutanazji, rozpasaniu, itp., czyli temu wszystkiemu, co zaprzecza godności człowieka.
2009/07/19 @ 21:44
Sadoq
To wszystko prawda, co napisałaś, ale od strony doktrynalnej to różne wyznania od katolicyzmu i prawosławia oraz anglikanizmu i starokatolików.
Sekciarskie zapał był zawsze większy w denominacjach nowych, a więc w tych wszystkich które bazowały na luteranizmie i z niego ewoluowały.
2009/07/20 @ 17:29
Anna
Znane są opowieści o tym , jak poganie( nawracani przez misjonarzy) nie mogli się nadziwić ,że chrześcijanie zjadają swojego Boga.
Nieraz dobrze jest spojrzeć na sprawę z boku , oczami innych :-)
No cóż wygląda na to ,że katolicy zjadają swojego Boga i czynią to bez większej świadomości , bez zastanawiania się nad tym. Zapewne większczość z nich powie ,że hostia to tylko symbol:-)
Istotnie , interesujące skąd wzięły się takie chrześcijańskie wyobrażenia?
Zapewne wynikają z faktu ,że krwawa ofiara stanowiła rytuał i centralny obrzęd we wszystkich religiach starożytnych i odznacza się jakąś szczególną mocą przetrwania.
Hebrajczycy , którym tak zależało na odrębności od sąsiadów w innych religijnych kwestiach, rytuały ofiarne mieli bardzo podobne do obrzędów Kannanejczyków i innych “bałwochwalców”, którymi pogardzali.
Chrześcijanie , którym tak zależało na wyodrębieniu się od Żydów też przyjęli od nich rytuały ofiarne.
Wygląda na to ,że Jahwe, też lubi “poczuć zapach ofiary” – nawet jeśli tą ofiarą jest jego syn, który jest jednocześnie Bogiem.
Wynika z tego ,że Bóg składa ofiarę z siebie samemu sobie- bardzo to zagmatwanie , nic więc dziwnego ,że pozostaje “tajemnicą”: Jezus jest zarazem ofiarnym “Barankiem” i w tajemnicy Trójcy- Bogiem- któremu Baranek jest składany w ofierze.
Ciekawe światło na tą szczególną podwójność rzucają obrzędy azteckie- człowiek który miał być ofiarowany, był ubierany tak ,aby uosabiać boga , któremu składano ofiarę.
PS Myślałam ,że Sadoq ezoteryką rażony i urażony, a tu wygląda na to ,że chyba też zainspirowany ?:-)
PS
2009/07/20 @ 22:17
Sadoq
Ezoteryka mnie nie razi. Razi mnie raczej impregnacja na dialog i podejrzliwość. Stąd uzasadniony wpis o ezoteryce w wydaniu Astromarii:-)
2009/07/20 @ 19:56
Schicha
Kanibalizm ?
Przesłanka pierwsza nietrafiona,uczniowie niespałaszowali Jezusa,gdyż
nienadgryziony i żyw z wieczerzy wyszedł,aby przez ofiare na krzyżu stać się Nowym Przymierzem/Ojca Boga z ludźmi/.
“twardą mowę” skierował do uczniów z otwartymi oczami duchowymi,a więc należy sądzić,że sugerował “symboliczną rzeczywistość”.
Wiara czyni cuda w “ezoteryce” bez konieczności widzenia substancjalnego.
Przesłanka druga trafiona w dychę,ponieważ instytucja kościelna zaczęła
majdrować przy tekstach biblijnych i zrobił się system nakazowy do wierzenia,absolutnie nie do przyjęcia dla człowieka z wolną wolą.Raczej dla niedowiarków wiernych i duchownych chwiejacych sie w wierze.
Nie dość na tym ,wrrrrrrrr K.K. stworzył Kodeks Prawa Kanonicznego,chwilami przyprawiający o gęsią skórkę/wybacz ptaku/.
N.P.
§ 2. Jednakże dzieciom znajdującym się w niebezpieczeństwie śmierci wolno udzielić Najświętszej Eucharystii, gdy potrafią odróżnić Ciało Chrystusa od zwykłego chleba i mogą z szacunkiem przyjąć Komunię świętą.
§ 1. Namaszczenia chorych można udzielić wiernemu, który po osiągnięciu używania rozumu, znajdzie się w niebezpieczeństwie śmierci na skutek choroby lub starości.
1. Sprawowanie Eucharystii jest czynnością samego Chrystusa i Kościoła, w której Chrystus Pan, przez posługę kapłana, siebie samego, obecnego substancjalnie pod postaciami chleba i wina, składa w ofierze Bogu Ojcu, a wiernym – złączonym z Nim w Jego ofierze – daje się jako duchowy pokarm.
i dalejjjjjjjjjjjj
Kan. 871 – Płody poronione, jeśli żyją, należy, jeśli to możliwe, chrzcić. Wszystkim świecie oburzonym aborcją gratuluję dobrego samopoczucia i jedynie słusznego etycznego podejścia do nienarodzonych.
A jeśli płód jest martwy, Bramy Nieba zaklulu:))
A wysyłanie dorosłych mężczyzn na prawdopodobną śmierć w Afganistanie,czyż to nie aborcja!Obłuda,fałsz,zakłamanie.
Niskie mandaty dla pijanych morderców na drogach,przyzwolenie na działanie jawnogrzeszących.
Za zgodę wyproszoną u K.K. pochowano J.Waldorffa za 10.000 zeta .
Kanibalizm?
Taka perełeczka..
“.. Pozostaliśmy w ciszy modląc się; wszystcy obecni mieli możliwość widzenia i adorowania cudownej hostii. Po chwili poleciłem Julii połknąć i spożyć hostię. A po Mszy Julia wyjaśniła, że Hostia stała się duża i cielista; i że spożywała ją z pewną trudnością.
Smak krwi pozostał w jej ustach przez dłuższy czas. Wtedy poprosiłem, aby podano j ej szklankę wody z cudownego źródła w pobliżu. Gdy piła wodę, jej palec dotknął ust i stróżka krwi była widoczna na j ej palcu. Julia spłukała palec w wodzie i wypiła ją. ”
oto link http://www.ourlady.ca/translations/Polish/najuTestimonyPolish.htm
Jak mówił Sokrates “Żeń się,lub nie i tak bedziesz żałował”
Dziad swoje i Pop swoje,niemniej jednak miło było.
Goethe:”wiecej swiatła”
2009/07/20 @ 22:24
Sadoq
Przesłanka pierwsza jest punktem wyjścia do rozważań, więc trudno mówić o trafności lub nie. Tak stoi w Piśmie i jest to poza taką kategoryzacją, jak przywołana przez Ciebie. To samo tyczy się i drugiej przesłanki.
One służą przedłożeniu wątpliwości. Nic nie rozstrzygają.
2009/07/20 @ 20:10
Schicha
Za to mamy nowe pojęcie wzięte z
Kodeksu Kanonicznego: OSIĄGNIECIE UŻYWANIA ROZUMU ,jako przyzwolenie do czynności liturhicznych……chłe chłe.:))Pogrzebię w wolnej
chwili w tej zacnej księdze,kopalnia bawidełek.
Nie rozdrapywać policzków Julio!Jakkolwiek.
A telefonia Rydza bedzie nazywała się SIM CITY,a!
2009/07/20 @ 21:30
Lewiatan
Miło zobaczyć, że zaciekawiły Cię napotkane problemy i że… myślisz. Po prostu :-) Nie za często to się zdarza u gatunku homo sapiens.
Przyznam, że to zagadnienie też każe mi się zastanowić, wciąż nie rozumiem. Wiem jednak, że z problemem kanibalizmu mierzyć musieli się już Doktorzy i Ojcowie Kościoła, którym sprawę tę wytykano. Musieli jakoś ją wygimnastykować wtedy…
Na ten temat założyłem wątek na forum.wiara.pl (sekcja Sakramenty), ale – przyznaję – rozróżnienie obecności fizycznej od sakramentalnej wykladane tam wydaje mi się miałkie i naciągane. Jest też inne wytłumaczenie – bez głębszego wejścia w wiarę katolicką nie dam rady tego ogarnąć… Szkoda tylko, że aby pojąć codzienność katolika, jego “chleb powszedni”, trzeba zostać teologiem.
2009/07/20 @ 21:45
flamenco
Szkoda tylko, że aby pojąć codzienność katolika, jego “chleb powszedni”, trzeba zostać teologiem
Oj, to chyba sporo na wyrost założone – najpierw potencjalny katolik musiałby liznąć teologii, by uświadomić sobie, co ponad przysposobienie chrztem za niemowlęcia, jest jego rzeczywistym udziałem.
2009/07/20 @ 22:28
Sadoq
Lewiatanie,
Miło mi przeczytać dowody uznania wyrażone w Twoim komentarzu. Do tej pory tylko zdawało mi się, że myślę. Dzięki Tobie już to wiem.
A tak już na poważnie, to nie trzeba być teologiem, by rozumieć. Wystarczy… myśleć (-:
2009/07/20 @ 22:47
Schicha
Bravissimo flamenco !
Niekoniecznie teologiem,wystarczy uważna lektura N.T.:))
2009/07/20 @ 23:50
Schicha
homo @ sadoq & homo @ Lewiatan
Panowie!proszę myśleć,ja czekam na chociażby cząstkowe zrozumienie :))
a być może jest tak: “…teraz bowiem widzimy jakby przez zwierciadło i niby w zagadce,ale wówczas twarzą w twarz.teraz poznanie moje jest czastkowe,ale wówczas poznam tak,jak jestem poznany….” I KOR. 13,12
2009/07/21 @ 0:29
dru'
Sadoqu, ja im więcej w tym temacie myślę, tym mniej rozumiem. :D
2009/07/26 @ 0:28
MGM
Witam, dyskusja ciekawa, tym bardziej, że mądrzy ludzie ją prowadzą. A dokąd ona ich zaprowadzi? Czy nie na manowce? Pozdrawiam między burzami, Gosia
2009/07/27 @ 14:25
ewiater
Witaj Sadoq & consortes :)
Eucharystia ma mniej więcej tyle wspólnego z kanibalizmem, co ciąża. u mistyków, m.in. u Juliany z Norwich, możemy przeczytac o metaforze Jezusa-Matki i ma ona zakorzenienie właśnie w kobiecym spojrzeniu na tajemnicę Eucharystii.
Ciąża oznacza fizjologicznie karmienie swoim ciałem i krwia drugiego człowieka, jest to dobrowolny dar, w założeniu wypływający z milosci matki do jej dziecka (tu proszę, żeby nie wrzucac komentarzy o niechcianych ciążach etc. – ja piszę o pewnej sytuacji modelowej, doskonałej, wiem, ze sa od niej odchylenia). Jezus daje nam siebie dobrowolnie i z miłosci tak, jak matka daje siebie dziecku. I ten dar pozwala nam żyć Jego życiem i jednocześnie wzrastać.
Jednocześnie metafora ta pozwala rozumieć smierć jako narodziny do nowego życia a odmowe przyjęcia Eucharystii jako droge do obumierania.
Przepraszam za autoreklame, ale szerzej pisałam o tym tutaj i nie chce mi się powtarzać: http://mateusz.pl/wdrodze/nr403/11-wdr.htm
Pozdrawiam!
2009/07/27 @ 19:10
flamenco
Pomijając już wątpliwość powiązania z tematem, wybitnie zniesmaczyło mnie na Pani stronie wynoszenie do boskości (płciowości i) ludzi. Czuć wyraźny aromat bałwochwalczego zachwytu człowiekiem, który jest tylko stworzeniem Bożym i może odwzorowywać przymioty swego Stwórcy, świadomie Go naśladując (na Jego obraz ). Gorzej, bałwochwalczy zachwyt płciowością samą w sobie.
Pozwoliłam sobie na te krótkie trzy zdania tu tylko dlatego, że tam możliwości komentowania nie ma. Z tego też powodu zdania owe mają mocno spiłowany pazur.
2009/07/27 @ 23:07
ewiater
“Stworzył więc Bóg człowieka na swój obraz, na obraz Boży go stworzył: stworzył mężczyznę i niewiastę.
Po czym im błogosławił mówiąc do nich: “Bądźcie płodni i rozmnażajcie się, abyście zaludnili ziemię i uczynili ją sobie poddaną” (Rdz 1,27-28)
Po pierwsze: obrazem jesteśmy (jest to stan dany nam przez Boga a On jak daje, to raz na zawsze – por. List do Rzymian 11,29), poprzez grzech zagubiliśmy jedynie nasze podobieństwo i je właśnie możemy odzyskać upodabniając się do Chrystusa.
Mówiąc metaforycznie: obraz pozostaje obrazem, nawet jeśli jest brudny i poszarpany. Tyle, że jako brudny i poszarpany nie jest w pełni podobny do pierwowzoru.
Po drugie: płciowość i płodność są jednym z aspektów naszego bycia obrazem Boga, zwłaszcza, że Bóg w Biblii sam w Nowym Testamencie objawia siebie jako Ojca. A ojcostwo wynika z płciowości, tak samo, jak macierzyństwo. Bóg jest przede wszystkim Dawcą Życia: fizycznego i duchowego (dlatego największym cudem Jezusa było to, że zmartwychwstał).
Nie ubóstwiam człowieka ani nie deifikuję jego płodności czy płciowości, mówię jedynie (bazując zresztą na Biblii, w której ludzka miłość opisana w Pieśni nad pieśniami jest obrazem miłości Boga i Jego ludu), że to co ludzkie, mówi o tym, co Boskie. To prawda: wymaga świadomości, że jest to jedynie obraz i często zatarte podobieństwo, ale mówi o Nim. Doświadczając bólu porodu czy opiekując się swoim dzieckiem, uczę się Boga – upodabniam się do Niego, chociaż nigdy dokładnie taka jak On nie będę. Ale mam szansę odzyskać moje podobieństwo do Niego. Właśnie Go naśladując :)
2009/07/28 @ 1:11
Schicha
To ja przepraszam…czy tu…?
/na skróty/
@ ewiater,a z kim to Bóg Ojciec miał syna Jezusa,że o płciowość spytam ?
I po co ta “teologozofia” w prostych słowach “życiem” nazwana ?
2009/07/28 @ 6:54
ewiater
Jesteśmy tylko obrazem Boga, nasza płciowość posłużyła Mu w Objawieniu jako metafora tego, jak bardzo nas pragnie i jak głęboko boli Go nasz grzech – naprawdę polecam lekturę, może nawet nie tyle Pieśni nad pieśniami, co fragmentu z proroków – np. Ozeasza, pierwsze trzy rozdziały.
Jesteśmy OBRAZEM Boga a nie identyczni jak On – przecież kiedy patrzymy na obraz wazonu, owszem – widzimy wazon, ale nikt nie oczekuje, że będzie on trójwymiarowy. Podobnie jest z nami i Bogiem – On jest Kimś więcej, o te nieskończoną ilość wymiarów więcej, jednak jesteśmy do Niego podobni – inaczej nic o Nim nie moglibyśmy zrozumieć, Objawienie byłoby niemożliwe.
Jezus jako człowiek urodził się z Maryi z Nazaretu, jeśli chodzi o ścisłość :) Co prawda współżycia w sensie dosłownym nie było, ale ciąża i poród już jak najbardziej :) Syn Boży (czyli druga natura Wcielonego Boga) rodzi się nieustannie z Ojca bez współżycia.
2009/07/28 @ 12:47
Schicha
@ ewiater,rozumiem pokornie,
że tak wnikliwie rozgryzła Pani naturę Boga i” nasze bycie jego obrazem”.
jego ból,e.c.t.Prezentuje Pani opcję podaną do wierzenia i trzyma się jej
kurczowo.O.K. są i takie przypadłości naszej niedoskonałości..Prowadzi tu Pani swoistą ewangelizację na katolicyzm/?/ na podstawie Biblii,a niekoniecznie chodzi tu o to w tym dyskursie.
Czyli Jezus urodził się z Boga Ojca i Maryi z Nazaretu ?
Skąd ta pewność,że do współżycia w sensie dosłownym nie doszło,skoro
Bóg jest Wszechmogący?
Jak nieustannie rodzi sie Jezus,proszę o podanie przybliżonej liczby ponownych narodzin i sposobu.,of course.
Ta ostatnia teza to już jakiś obłęd,proszę podać źródło z jakiego czerpie Pani te rewelacje :))
Pieśń nad Pieśniami ma różne recenzje (- >.
Przykro mi.
Pozdrawiam.
2009/07/28 @ 16:05
Maurycy Teo
To ja będę taki miły i zaproszę Pana/Panią na studia teologiczne. Tam, z pewnością, dowie się Pan/Pani tego wszystkiego, czego pragnie się Pan/Pani dowiedzieć i może przestanie się Pan/Pani nabijać z katolików, co też nieustannie Pan/Pani uskutecznia.
A słowo “nieustannie”, mówiące o rodzeniu się Syna z Ojca, oznacza “nieustanne”, czyli nieprzerwane, wieczne rodzenie/zrodzenie. Nie ma żadnej liczby narodzin ani żadnego sposobu, of course.
2009/07/28 @ 21:10
telemach
Ja wiedziałem że tak będzie…
2009/07/28 @ 22:36
Schicha
@ Maurycy Teo,ani mi w głowie nabijać się z kogokolwiek,
ale skoro sami się proszą:))) wypowiadając aurytatywnie,nieprecyzyjnie,podręcznikowo…..
Ja pokornie zapytałam,lecz odpowiedzi jak dotąd nie otrzymałam.Są inne formy ewangelizacji,n.p. przez miłość bliźniego ubogiego,których ci u nas dostatek.
Dziękuję za bycie miłym i zaproszenie na…..mam ci ja w mieście sporo takich ofert,ale po 10 latach neokatechumenatu mam dość :((((((((.
Biedaczysko ten Jezus musi sie nieustannie “przeciskać”.
A co na to Maryja ?,chyba już zupełnie wyczerpana ciągłymi połogami.
Jasne!,że nie było żadnego sposobu ani liczby,szanowny teolog o tym WIE DOSKONALE.
NIECH NAM ŻYJE WIECZNE ZRADZANIE !-HURA ZNÓW NOWE POJĘCIE DO”ROZBIERANIA”.
“nieprzerwane rodzenie Syna z Ojca”-czysta demagogia.
@ telemachu ..”..tylko nie miejcie do mnie pretensji, jak będzie padał deszcz…”
Kłapołuchy
Do szukających
przestroga: obława,obława,na małe owieczki obława ((:
2009/07/28 @ 22:47
Schicha
@ ewiater , z jakiego mistycznego powodu przekierowujesz nickiem na
stronę wydawnictwa eSPe ? /taka maleńka autoreklama ?/(:
2009/07/28 @ 22:57
Maurycy Teo
Pani Wiater jest jedną z redaktorek tego wydawnictwa, a każdy ma prawo swoim nickiem przekierowywać na dowolną stronę. Też mam przez to kłopoty, by wejść na bloga Pani Eli, ale zamieściłem u siebie linkę, więc jak masz ochotę raczej poczytać co Pani Doktor tworzy, to zapraszam naopkoło :P.
A Jezus i Syn Boży to może i jedna osoba, ale nie łącz wiecznego zrodzenia z Ojca (stąd właśnie są Ojciec i Syn, a nie dwóch np. Ojców albo innych Rycerzy) z ludzkim zrodzeniem z Maryi. Zrodzenie z Ojca jest odwieczne i niezależenie od ludzkiego czasu. Zrodzenie z Maryi – jednorazowe, w ludzkiej czasoprzestrzeni. Po pierwsze to wcale nie takie skomplikowane. Po drugie – to nie podręcznikowe. To piękne i cudowne.
Współczuję 10-letniego skrzywienia przez Neokatechumenat. Byłem tam pół roku i złego słowa nie powiem, ale wspólnota raczej nie dla mnie. Szkoda, że nie odeszłaś/odszedłeś wcześniej…
2009/07/28 @ 23:00
Sadoq
Drodzy Komentatorzy,
Kilka dni nieobecności, a tu slowne potyczki, że aż wirtualny atrament leje się niczym krew.
Swoim wpisem popełnionym jakiś czas temu chcialem wzbudzć tylko refleksję i pobudzić do myślenia. Okazuje się, że skutek taki jak na strzelnicy: jest parę trafień w tarczę, ale i ściany boczne też ucierpiały (-:
Ad Ewiater
Dziękuję za merytoryczne podejście do postawionego problemu. Cenię Twoją wiedzę i wyważone wypowiedzi. Z przyjemnością zaglądam do Twoich tekstów.
Ad Schicha
Elbaszku, mniej zacietrzewienia, ale wiem, że tak już masz i lubię Twą spontaniczność. Ufam, że w swych wypowiedziach nie zamierzałaś nikomu dokopać.
Ad Telemach
Miałeś rację, ale nie należy się bać stawiania trudnych pytań… wszak Ty specjalizujesz się w odpowiedziach do szczególnych zawikłań.
Ad Flamenco
Marks mówił Byt określa świadomość. Dopowiem… język, którym się posługujemy określa stopień rozumienia innych i ich światów. Ewiater naprawdę jest kompetentna w tym, co pisze i warto do jej wypowiedzi oraz tekstów podejść bez uprzedzeń.
Ad Dru’
Myślenie ma kolosalną przyszłość. Ważne, by w zmierzaniu ku przyszłości nie stać na krawędzi przepaści (-:
Ad MGM
Manowce są czasem bardzo przyjemnym zboczniem z drogi konwenansów i codziennej rutyny.
Ad Maurycy
Schicha się nieco kryguje z tym neokatechumenatem – tak sądzę – ale, jak mawiali starożytni errare humanum est.
2009/07/29 @ 1:24
MGM
Sadoq, tak odnośnie manowców, pod warunkiem wszelako, że w zaślepieiu swym i zacietrzewieniu nie zabrnie wędrowiec na bagno grząskie i zdradliwe. I wóczas, cóż, jedynie wyczekiwać mu przyjdzie zmiłowania Pańskiego i podesłania jakiegoś światełka w ciemności, byle nie był to błędny ognik? A co do powyższej dyskusji, ma ona sens, jak każda wymiana mysli, pod warunkiem, ze pochylimy się nad argumentami przeciwnika i zastanowimy przez moment, nieprawdaż? Nocną porą pozdrawiam :) Gosia
2009/07/30 @ 21:54
flamenco
Fakt, miałam coś dotupać, ale.. się zmitygowałam w ostatniej nanosekundzie, że zdrowiej będzie nie dawać Ci okazji do dalszego słodkiego leniuchowania obracaniem tematu z boku na bok – zatem czekam na świeżonkę ;)
2009/07/28 @ 23:10
Maurycy Teo
:)
2009/07/29 @ 7:21
Sadoq
Ad MGM
Manowce jeśli już… to tylko te, które wywołują we mnie drżenie emocji i pozytywne myśli.
Stare Dobre Małżeństwo
2009/07/29 @ 20:21
Schicha
Sodoqu,
Niech Twoja ufność stanie się pewnością.
Nie było moja intencją nikomu “dokopywać”.
Zadawałam pytania i wiem,że nie ma na nie jednoznacznych odpowiedzi. i.
Odpowiedzi bywają jedynie w przyjętych do wierzenia dogmatach nie podlegających dyskusji.Na szczęście jest wiele dróg do “nawiązania osobistego kontaktu z Bogiem “i czerpania z tego siły duchowej i zachwytu nad Jego Cudownością.Każdy szuka swojej,jestem przekonana,że ma do tego prawo.
Dzięki za skarcenie,nawet szanowny onegdejszy Siedzący ,przyznał Ci rację.Kajam się jak potrafię i przyrzekam nie zabierac głosu z perspektywy” prostaczka”, w tak znamienitym gronie teologów.
Z dziką radością udaję się na Stachurowe Cudne Manowce,gdzie niepodważalnie /dla mnie/ fruwają wonne anioły,a trawa pachnie..
jak…no własnie jak ?.Nie do opisania i to jest PIĘKNE :)
2009/07/29 @ 20:30
Schicha
Maurycy Teo,
dzięki za współczucie,pomimo “sodomi i gomorii ” jaką dano
mi było tam ujrzeć, JESTEM NIESKRZYWIALNA KOSZERNIE !!!:)).
I pozwól,że lektury dobierać będę sobie sama,dobja?
2009/07/31 @ 19:04
ewiater
@ Schicha
Nie odpowiadałam na Pani pytania, bo miałam ograniczony dostęp do sieci.
Zacznę od końca – nie wiem czemu wordpress przekierowuje z mojego nicka na strone wydawnictwa – popytam naszego magika od internetu jak wróci z urlopu i poproszę, żeby to naprawił.
Co do kwestii teologicznych – proszę mi wybaczyć, ale uważam, że nie ma sensu dialog z kimś, kto treści, w które wierze z głębi serca i nie dlatego, ze je przeczytałam w podręczniku, ale dlatego, że sprawdziłam je intelektualnie (proszę mi uwierzyć, mam za sobą wiele momentów zwątpienia) równa z błotem nie podając żadnych merytorycznych argumentów. Wiem z doświadczenia, że próby rozmowy w takiej sytuacji kończą się zazwyczaj argumentacją personalną i obie strony wychodzą z takiej dyskusji poranione i przekonane o własnym męczeństwie. A mi o to nie chodzi.
Podałam interpretacje, do których doszłam sama, potem ze zdumieniem odnalazłam je także w nauce Kościoła. I to byłoby tyle w tym temacie z mojej strony – może mi Pani uwierzyć lub nie, na to nie mam wpływu.
2009/07/31 @ 19:38
Anna
Maurycy Teo- nie dostrzegałam tu nabijania się z katolików, raczej …typowo katolickie przewrażliwienie:-)
Gosiu- co w kontekście tej dyskusji , oznaczają dla Ciebie”manowce”?
Którą drogę uważasz za dobrą a którą za złą?
Sadoqu- jestem bardzo ciekawa Twojego zdania nt. treści zawartych w moim baaardzo ezoterycznym artykule:-)”Świat w kuleczce prany zamknięty”?
Pozdrawiam wakacyjnie!
2009/08/02 @ 22:21
Schicha
ewiater
Doskonale rozumiem,że brak dostepu do neta i niewiedza i przekierowywaniu nicka na stronę ksiązek o określonej tematyce, nie
podlega ocenie i dyskusji.Czasem elektronika miesza nam szyki i zamierzenia.:))
Odnośnie merytorycznych zarzutów nie podzielam Pani poglądów i oceny
moich wpisów.Cztyałam uważnie z przekierowania linkowego Pani
teksty,które są ciekawe,aczkolwiek zawierają sporą dozę własnej interpretacji tekstów ewangelicznych na potrzeby mariawickiej edukacji
dzieci i dorosłych.To jest Pani praca,pasja i nie podlega żadnej ocenie.
Natomiast, jeżeli czytam pod tematem “Kanibalizm ?”tekst przypominający
kazanie z ambony, nie polemizujacy w zasadzie z “rzuconym” tematem
budzaja się we mnie sprzeczne uczucia graniczące z przekorą.
Identycznie reaguje,gdy Świadkowie Jechowy recytują przed drzwiami
wyuczony tekst “na rybkę” z jedynym celem -wzbudzić polemikę.
Długo zastanawiałam sie dlaczego w Pani tekście nie padło stwiedzenie,że Maria z Nazaretu poczęła z Ducha Świetego ??????
Stawiam pytanie,serio!,czy można intelektuanie dojść do wiary z głębi serca,czy nie jest to dostępne “doświadczalnie”,osobiście.
Przykład jest skrajny.Wiem,że intelektualnie można przepracować człowieka,tak,aby wierzył,ze rasa aryjska jest naj!Natomiast mam watpliwości,czy wiedza teologiczna może przybliżyć nam Stwórcę.
Stąd pojawiły się moje pytania,z nadzieją na intelektualną odpowiedź,tymczasem ze smutkiem dowiedziałam się,że cyt…równam z
błotem”/mocne!/ to o czym Pani pisała.Jest Pani wykształconą osobą i
doskonale wie,że na poparcie moich pytań i twierdzeń nie ma merytorycznych odpowiedzi,poza “pojedynkiem” na wiedzę z Biblii,która
jest podana do wierzenia bezpodwarzalnie.
Dlatego! dyskusja była niemożliwa.
To nie przekonanie,że wyjdziemy z tego poranione,ale fakt,że dyskusja
z założenia musi być bezprzedmiotowa,ponieważ ja zadaję niewygodne
pytania,a Pani nie decyduje się po raz kolejny walczyć z wiatrakami.
W dyskusji na serio nigdy nie posługuję się atgumentami personalnymi :).
Przykre i błędne założenie,czasem warto z niego zrezygnować dla dobra
głoszonej prawdy.
Miło mi,że odnałazła się Pani w nauce /jakiegoś?/Kościoła-życzę powodzenia w dociekaniach teologicznych i pracy redaktora.
a także:
Khalil Gibran
Miłość nie odnawiana każdego dnia stanie się przyzwyczajeniem, a z biegiem czasu niewolą.
2009/11/10 @ 16:14
DRob
Kiedy tego, czwartkowego popołudnia, Filip przypomniał Mistrzowi o nadchodzącej Passze i wypytywał o plany dotyczące jej obchodów, miał na myśli kolację paschalną, którą należało zjeść wieczorem następnego dnia, w piątek. Zazwyczaj zaczynano przygotowania do obchodów nie później, niż w południe dnia poprzedzającego. A ponieważ Żydzi uważali, że dzień zaczyna się o zachodzie słońca, oznaczało to, że sobotnia wieczerza powinna być spożywana w piątek wieczorem, jakiś czas przed północą.
Dlatego też apostołowie zupełnie nie mogli zrozumieć oświadczenia Mistrza, że będą obchodzić Paschę o dzień wcześniej. Myśleli, przynajmniej niektórzy z nich, że Mistrz wiedział o swoim aresztowaniu przed czasem wieczerzy paschalnej, przed piątkowym wieczorem i dlatego też zaprosił ich na specjalną wieczerzę w czwartek wieczorem. Inni myśleli, że będzie to tylko wyjątkowa uroczystość, która miała poprzedzać przepisowe obchody Paschy.
Apostołowie wiedzieli, że Jezus obchodził inne Paschy bez jagnięcia; wiedzieli, że osobiście nie brał udziału w jakimkolwiek składaniu ofiar w systemie żydowskim. Wiele razy, jako gość, dzielił się jagnięciem paschalnym, ale kiedy był gospodarzem, jagnięcia nigdy nie podawano. Nie byłoby wielką niespodzianką dla apostołów, gdyby nawet podczas paschalnego wieczora nie zobaczyli jagnięcia, a skoro ta wieczerza wydana została dzień wcześniej, nic nie myśleli na ten temat.
Po gościnnym powitaniu, przedłużonym przez ojca i matkę Jana Marka, apostołowie poszli zaraz do pokoju na piętrze, podczas gdy Jezus pozostał, żeby porozmawiać z rodziną Marka.
Uzgodniono wcześniej, że Mistrz będzie obchodził tę uroczystość sam, ze swoimi dwunastoma apostołami; dlatego też nie dano im żadnego służącego, aby im usługiwał.
1. PRAGNIENIE PIERWSZEŃSTWA
Kiedy apostołowie zostali wprowadzeni na piętro przez Jana Marka, zobaczyli wielki i przestronny pokój, który był w pełni gotowy do wieczerzy, dostrzegli chleb, wino, wodę i zioła, wszystko przygotowane na jednym końcu stołu. Za wyjątkiem tego końca, na którym był chleb i wino, cały ten długi stół otoczony był trzynastoma sofami do leżenia, takimi właśnie, jakie byłyby przygotowane do obchodów Paschy w dobrze sytuowanej rodzinie żydowskiej.
Gdy Dwunastu wchodziło do górnego pokoju, spostrzegli tuż obok drzwi dzbany wody i ręczniki do obmycia ich zakurzonych stóp; a skoro nie przysłano żadnego służącego, aby wykonał tę posługę, apostołowie poczęli patrzeć jeden na drugiego, jak tylko Jan Marek ich zostawił i każdy począł się zastanawiać: kto nam umyje stopy? I każdy z nich myślał to samo, że to nie on będzie tym, który będzie pełnił rolę służącego dla innych.
Gdy tak tam stali, rozważając to wszystko w swoich sercach, oglądali rozmieszczenie miejsc przy stole i spostrzegli wyższą otomanę gospodarza z jedną sofą po prawej i jedenastoma ustawionymi wokół stołu, aż do drugiego honorowego miejsca, naprzeciw tego po prawej stronie gospodarza.
Oczekiwali, że Mistrz nadejdzie w każdej chwili, ale mieli dylemat, czy sami powinni się rozsadzić, czy też czekać jego przyjścia i polegać na nim w sprawie przydziału miejsc. Kiedy tak się wahali, Judasz podszedł w kierunku honorowego miejsca, po lewej ręce gospodarza i dał do zrozumienia, że zamierza się tam położyć, jako wyróżniony gość. To, co zrobił Judasz, natychmiast roznieciło i rozpaliło spór między innymi apostołami. Gdy tylko Judasz zajął honorowe miejsce, Jan Zebedeusz zgłosił swe roszczenia do następnego, wyróżnionego miejsca, po prawej stronie gospodarza. Szymona Piotra tak rozwścieczyło zajęcie wybranych miejsc przez Judasza i Jana, że kiedy inni rozgniewani apostołowie przyglądali się temu, przemaszerował wokół stołu i zajął miejsce na najniższej sofie, na końcu porządku miejsc i dokładnie naprzeciw tego, które zostało wybrane przez Jana Zebedeusza. Skoro inni zajęli wyższe miejsca, Piotr pomyślał zająć najniższe i tak zrobił, nie w zwykłym proteście przeciw niestosownej dumie swoich braci, ale z tą nadzieją, że kiedy Jezus przyjdzie i zobaczy go na najmniej honorowym miejscu, zawoła go na wyższe, usuwając tym samym jednego z tych, którzy ośmielili się sami uhonorować.
Gdy zajęto w ten sposób najwyższe i najniższe pozycje, reszta apostołów wybrała swoje miejsca, niektórzy blisko Judasza inni bliżej Piotra, do czasu, aż wszyscy się usadowili. Usadowili się wokół stołu w kształcie litery U, na otomanach do leżenia, w następującej kolejności: z prawej strony Mistrza Jan, z lewej Judasz, Szymon Zelota, Mateusz, Jakub Zebedeusz, Andrzej i bliźniacy Alfeusza, Filip, Nataniel, Tomasz i Szymon Piotr.
Zebrali się razem, aby obchodzić, przynajmniej w duchu, zwyczaj, który antydatował nawet Mojżesza i nawiązywał do tych czasów, kiedy ich ojcowie byli niewolnikami w Egipcie. Ta wieczerza była ich ostatnim spotkaniem z Jezusem i nawet w tak uroczystym otoczeniu, apostołowie pod przewodnictwem Judasza raz jeszcze dali upust swojej starej predylekcji do zaszczytów, wyróżnień i osobistego wywyższania.
Ciągle jeszcze głośno i gniewnie wzajemnie się obwiniali, kiedy we drzwiach stanął Mistrz, tam zawahał się na chwilę a wyraz rozczarowania powoli pełzał po jego twarzy. Bez komentarza poszedł na swoje miejsce, nie naruszając porządku ich rozmieszczenia.
Teraz gotowi byli zacząć wieczerzę, za wyjątkiem tego, że ich stopy nadal pozostawały nie umyte a ich nastrój daleki był od przyjemnego. Gdy wszedł Mistrz, ciągle robili sobie nawzajem niepochlebne uwagi, nie mówiąc o myślach tych, którzy potrafili opanować swoje emocje, aby się powstrzymać od otwartego wyrażenia swoich uczuć.
2. POCZĄTEK WIECZERZY
Kilka chwil po tym, jak Mistrz usiadł na swym miejscu, zapadła cisza. Jezus popatrzył na wszystkich i łagodząc napięcie uśmiechem, powiedział: „Gorąco pragnąłem spożyć z wami Paschę. Chciałem zjeść z wami raz jeszcze, zanim będę cierpiał a wiedząc, że moja godzina nadeszła, uzgodniłem, aby dzisiejszego wieczora spożyć z wami tą wieczerzę, gdyż co do jutra, wszyscy jesteśmy z rękach Ojca, którego wolę przyszedłem wypełnić. Nie będę więcej jadł z wami tak długo, aż zasiądziecie ze mną w królestwie, które da mi mój Ojciec, kiedy skończę to, po co mnie posłał na ten świat”.
Po tym jak woda i wino zostały zmieszane, przynieśli Jezusowi kielich, który wziął z ręki Tadeusza i trzymał, gdy składał dziękczynienie. I kiedy skończył dziękczynienie, powiedział: „Weźcie ten kielich i podzielcie się nim a kiedy się nim dzielicie, pomyślcie sobie, że ja już nie będę pił z wami owocu winorośli, gdyż to jest nasza ostatnia wieczerza. Kiedy następnym razem znowu tak zasiądziemy, będzie to w przyszłym królestwie”.
Jezus zaczął tak mówić do swoich apostołów, gdyż wiedział, że jego godzina nadeszła. Rozumiał, że nadszedł czas powrotu do Ojca i że jego działalność na Ziemi jest prawie skończona. Mistrz wiedział, że objawił miłość Ojca na Ziemi i ukazał ludzkości jego miłosierdzie i że skończył to, po co przyszedł na ten świat, żeby otrzymać pełną moc i władzę w niebiosach i na Ziemi. Wiedział tak samo, że Judasz Iskariota ostatecznie postanowił, aby tej nocy wydać go w ręce jego wrogów. W pełni uświadamiał sobie, że ten zdradziecki podstęp jest dziełem Judasza, ale że zadowoli również Lucyfera, Szatana i Caligastię, księcia ciemności. Jednak nie bał się nikogo z tych, którzy chcieli go doprowadzić do duchowego upadku, ani też tych, którzy chcieli spowodować jego fizyczną śmierć. Mistrz niepokoił się tylko o jedno, o bezpieczeństwo i zbawienie swoich wybranych wyznawców. I tak z pełną świadomością, że Ojciec powierzył wszystkie sprawy jego kompetencji, Mistrz teraz mógł zacząć inscenizację przypowieści o braterskiej miłości.
3. MYCIE STÓP APOSTOŁOM
Było żydowskim zwyczajem, że podczas Paschy, po wypiciu pierwszego kielicha, gospodarz wstawał od stołu i mył ręce. Później, w trakcie posiłku, po drugim kielichu, wszyscy goście również wstawali i myli ręce. Ponieważ apostołowie wiedzieli, że ich Mistrz nigdy nie przestrzega tych rytuałów ceremonialnego mycia rąk, bardzo byli ciekawi, co też zamierza uczynić, kiedy po podzieleniu się pierwszym kielichem, wstał od stołu i w milczeniu podszedł do drzwi, gdzie znajdowały się dzbany, misy i ręczniki. I ich ciekawość przeszła w zdziwienie, kiedy spostrzegli, że Mistrz zdejmuje wierzchnie szaty, przepasuje się ręcznikiem i zaczyna wlewać wodę do jednej z mis do mycia nóg. Wyobraźcie sobie osłupienie tych dwunastu mężczyzn, którzy tak niedawno nie chcieli umyć stóp jeden drugiemu i którzy tak niestosownie spierali się o honorowe miejsce przy stole, kiedy spostrzegli, że Mistrz idzie wokół nie zajętego końca stołu, do najniższego miejsca na uczcie, gdzie spoczywał Szymon Piotr i klękając w postawie służącego, zabiera się do mycia nóg Szymona. Gdy Mistrz uklęknął, cała Dwunastka zerwała się jak jeden na nogi; nawet zdradziecki Judasz do tego stopnia zapomniał na chwilę swej nikczemności, że wstał razem ze braćmi apostołami, w tym wyrazie zaskoczenia, szacunku i krańcowego zdziwienia.
Szymon Piotr stał, patrząc na zwróconą ku górze twarz Mistrza. Jezus nic nie mówił, słowa były niepotrzebne. Jego postawa wyraźnie wskazywała na to, że chce umyć stopy Szymonowi Piotrowi. Pomimo wszystkich swych ludzkich słabości, Piotr kochał Mistrza. Ten galilejski rybak był pierwszą ludzką istotą, która całym sercem uwierzyła w boskość Jezusa oraz publicznie wyraźnie wyznała tą wiarę. I od tego czasu Piotr nigdy naprawdę nie wątpił w Boską naturę Mistrza. Ponieważ Piotr w swoim sercu tak bardzo czcił i szanował Jezusa, więc nic dziwnego, że w duszy obruszył się na myśl o Jezusie, który klęczy przed nim w służebnej postawie i proponuje mu umycie stóp, tak jak niewolnik. Kiedy Piotr pozbierał wreszcie myśli, aby się mógł odezwać do Mistrza, wyraził z głębi serca płynące uczucia wszystkich jego współbraci apostołów.
Po kilku chwilach wielkiego zakłopotania, Piotr się odezwał: „Mistrzu, czy naprawdę chcesz mi umyć stopy?”. I wtedy, patrząc w górę, prosto w oczy Piotrowi, Jezus powiedział: „Może nie rozumiesz w pełni tego, co zamierzam uczynić, ale w przyszłości zrozumiesz znaczenie wszystkich tych rzeczy”. Wtedy Szynom Piotr, wciągając głęboki oddech, oświadczył: „Mistrzu, nigdy nie będziesz myć moich stóp!”. I każdy z apostołów przytaknął z aprobatą na to stanowcze oświadczenie Piotra, aby nie pozwolić Jezusowi tak się przed nimi upokorzyć.
Szokująca wymowa tej niezwykłej sceny w pierwszej chwili poruszyła serce nawet Judasza Iskarioty; ale kiedy w swej zarozumiałości osądził to widowisko, doszedł do wniosku, że ten gest pokory jest tylko jeszcze jednym zdarzeniem, które zdecydowanie dowodziło, że Jezus nigdy nie będzie się nadawał na wybawiciela Izraela i że nie popełnił błędu, kiedy postanowił odwrócić się od sprawy Mistrza.
Kiedy tak wszyscy stali zdumieni, z zapartym tchem, Jezus powiedział: „Piotrze, oświadczam ci, że jeżeli nie umyję twoich stóp, nie będziesz miał ze mną udziału w tym, co właśnie zamierzam zrobić”. Kiedy Piotr usłyszał to oświadczenie, w połączeniu z tym, że Jezus wciąż klęczał u jego stóp, podjął jedną z tych decyzji, wyrażających ślepą zgodę i dostosowanie się do życzenia tego, którego szanował i kochał. Ponieważ Szymonowi Piotrowi zaczynało świtać, że z tą propozycja spełnienia posługi wiązało się coś ważnego, coś, co decydowało o przyszłym związku człowieka z działalnością Mistrza, nie tylko pogodził się z myślą, aby pozwolić Jezusowi umyć stopy, ale w swój charakterystyczny i porywczy sposób oznajmił: „Zatem, Mistrzu, umyj nie tylko moje stopy, ale także moje ręce i moją głowę”.
Zanim Mistrz zaczął myć stopy Piotrowi, powiedział: „Ten, kto jest już czysty, potrzebuje umyć tylko swoje stopy. Wy, którzy dzisiejszego wieczora siedzicie ze mną, jesteście czyści – ale nie wszyscy. Trzeba jednak obmyć kurz z waszych stóp, zanim usiądziecie i będziecie jeść ze mną. A poza tym, wykonam tę posługę dla was jako przypowieść, ilustrującą znaczenie nowego przykazania, które teraz wam daję”.
Mistrz obszedł stół w milczeniu i tak samo umył stopy dwunastu apostołom, nie omijając nawet Judasza. Kiedy Jezus skończył myć stopy całej Dwunastce, włożył swój płaszcz, wrócił na miejsce gospodarza i przyjrzawszy się swoim oszołomionym apostołom, powiedział:
„Czy naprawdę rozumiecie, co wam zrobiłem? Nazywacie mnie Mistrzem i dobrze mówicie, bo nim jestem. Jeżeli więc Mistrz umył wam stopy, dlaczego tak się stało, że nie chcieliście nawzajem umyć sobie stóp? Jaką naukę powinniście wyciągnąć z tej przypowieści, kiedy Mistrz tak chętnie wykonuje tę posługę, której jego bracia nie chcieli zrobić sobie nawzajem? Zaprawdę, zaprawdę, powiadam wam, sługa nie jest większy od swego pana, ani wysłannik od tego, który go posłał. Widzieliście, jak służyłem moim życiem pośród was i błogosławieni jesteście wy, którzy będziecie mieli łaskawą odwagę tak służyć. Ale dlaczego tak powoli się uczycie, że tajemnica wielkości w królestwie duchowym nie przypomina metod siły w świecie materialnym?
Gdy dzisiaj wieczorem przyszedłem do tego pokoju, nie dosyć wam było, że dumnie wzbranialiście się umyć stopy jeden drugiemu, ale musieliście się jeszcze zacząć spierać o to, kto powinien zająć honorowe miejsce przy moim stole. Takich honorów pragną faryzeusze i dzieci tego świata, ale tak nie powinno być pośród ambasadorów niebiańskiego królestwa. Czy nie wiecie, że nie może być miejsca wyróżnionego przy moim stole. Czy nie rozumiecie, że kocham każdego z was tak samo? Czy nie wiecie o tym, że miejsce najbliżej mnie, które ludzie uważają za taki zaszczyt, nic nie znaczy w sprawie waszej pozycji w królestwie nieba? Wiecie, że królowie innowierców mają władzę nad swymi poddanymi a ci, którzy ją sprawują, czasem nazywani są dobrodziejami. Ale tak nie będzie w królestwie nieba. Ten, kto chciałby stać się wielkim pośród was, niech stanie się jak ten najmłodszy; podczas kiedy ten, kto chciałby być pierwszym między wami, niech będzie tym, co służy. Kto jest większy, ten, który siedzi przy posiłku, czy ten, który usługuje? Czyż nie uważa się powszechnie, że ten, który siedzi przy posiłku, jest większy? Ale wy zauważycie, że pośród was jestem tym, który służy. Jeżeli chcecie stać się ze mną współbraćmi, sługami w czynieniu woli Ojca, będziecie zasiadać ze mną w potędze, w królestwie, które przyjdzie, wciąż wykonując wolę Ojca w przyszłej chwale”.
Kiedy Jezus skończył, bliźniacy Alfeusza przynieśli chleb i wino, wraz z ostrymi ziołami i pastę z suchych owoców, jako następny zestaw potraw Ostatniej Wieczerzy.
4. OSTATNIE SŁOWA DO ZDRAJCY
Przez kilka minut apostołowie jedli w ciszy, ale pod wpływem pogodnego nastroju Mistrza wkrótce wciągnęli się do rozmowy i niebawem posiłek przebiegał tak, jak gdyby nic niezwykłego się nie stało, co mogłoby zakłócić ich dobry nastrój i towarzyską atmosferę tej niezwykłej uroczystości. Po jakimś czasie, w połowie drugiego zestawu potraw, Jezus popatrzył na nich i powiedział: „Mówiłem wam, jak bardzo chciałem spożyć tę wieczerzę z wami a wiedząc o tym, że złe siły ciemności spiskują, aby zabić Syna Człowieczego, postanowiłem zjeść z wami wieczerzę w tym tajemnym pokoju i na dzień przed Paschą, ponieważ jutro wieczorem, o tym czasie, nie będzie mnie pośród was. Wiele razy wam mówiłem, że muszę wrócić do Ojca. Teraz moja godzina nadeszła, ale to nie było potrzebne, aby jeden z was wydał mnie w ręce moich wrogów”.
Kiedy Dwunastu to usłyszało, straciwszy już uprzednio pewność i wiarę w siebie w wyniku przypowieści o myciu stóp i późniejszej przemowy Mistrza, zaczęli spoglądać jeden na drugiego i zmieszanym tonem, niezdecydowanie pytali: „Czy to ja?”. I kiedy wszyscy tak pytali, Jezus powiedział: „Podczas kiedy konieczne jest, żebym odszedł do mego Ojca, nie trzeba było, dla spełnienia woli Ojca, żeby jeden z was został zdrajcą. Taki jest owoc zła skrywanego w sercu tego, kto nie pokochał prawdy całą duszą. Jak zwodnicza jest duma intelektualna, poprzedzająca duchowy upadek! Mój przyjaciel od wielu lat, który nawet teraz je mój chleb, pragnie mnie zdradzić, nawet wtedy, gdy teraz zanurza ze mną dłoń w naczyniu”.
I kiedy Jezus skończył, wszyscy zaczęli znowu pytać: „Czy to ja?”. I gdy Judasz, siedzący po lewej stronie Mistrza, ponownie zapytał: „Czy to ja”? Jezus, zanurzywszy chleb w naczyniu z ziołami, podał go Judaszowi i rzekł: „Ty powiedziałeś”. Ale inni nie słyszeli, co Jezus powiedział Judaszowi. Jan, który spoczywał po prawej ręce Jezusa, pochylił się i spytał Mistrza: „Kto to jest? Powinniśmy wiedzieć, kto okazał się niegodny pokładanego w nim zaufania”. Jezus odpowiedział: „Już wam mówiłem, akurat ten, któremu dałem maczany chleb”. Ale to było normalne, że gospodarz dawał maczany chleb temu, który siedział po lewej ręce, tak, że nikt na to nie zwrócił uwagi, nawet, gdy Mistrz powiedział to tak wyraźnie. Ale Judasz boleśnie uświadomił sobie znaczenie słów Mistrza, nawiązujących do jego czynu i bał się, żeby jego bracia tak samo się nie dowiedzieli, że to on jest zdrajcą.
Piotr bardzo był poruszony tym, co zostało powiedziane i pochylając się przez stół, zwrócił się do Jana: „Zapytaj go, kto to jest, albo, jeśli ci powiedział, powiedz mi, kto jest zdrajcą”.
Jezus zakończył ich poszeptywanie, odezwawszy się: „Smucę się, że to zło się zdarzyło i miałem nadzieję, nawet do tej godziny, że moc prawdy być może zatryumfuje nad podstępem zła, ale takie zwycięstwa nie mogą być odnoszone bez wiary, wynikającej ze szczerej miłości prawdy. Nie mówiłbym wam tych rzeczy przy naszej ostatniej wieczerzy, ale chcę was ostrzec przed smutkiem i przygotować was na to, co nas czeka. Powiedziałem wam to, ponieważ chciałbym abyście to sobie przypomnieli, po tym, kiedy odejdę, że wiedziałem o wszystkich tych złych spiskach i że uprzedzałem was przed zdradą. I wszystko to czynię tylko po to, żebyście umocnili się przed tymi pokusami i próbami, które są tak blisko”.
Kiedy Jezus skończył, pochylił się do Judasza i rzekł: „Co postanowiłeś zrobić, zrób szybko”. I kiedy Judasz usłyszał te słowa, wstał od stołu i pośpiesznie opuścił pokój, wychodząc w noc, aby zrobić to, co postanowił. Kiedy apostołowie zobaczyli, że Judasz pośpiesznie wychodzi, po tym jak Jezus mówił do niego, myśleli, że poszedł aby przynieść coś jeszcze na wieczerzę, albo żeby wykonać jakieś inne polecenie Mistrza, ponieważ myśleli, że wciąż nosi torbę.
Teraz Jezus wiedział, że nic nie można zrobić, żeby powstrzymać Judasza, aby nie został zdrajcą. Zaczynał z dwunastoma apostołami – teraz był z jedenastoma. Wybrał sześciu apostołów i chociaż Judasz należał do tych, których mianowali jego pierwsi wybrani apostołowie, jednak Mistrz akceptował go i aż do tej godziny robił wszystko, co możliwe, aby go oczyścić i ocalić, tak samo jak działał dla pokoju i zbawienia innych.
Ta wieczerza, z jej drobnymi epizodami i łagodnymi aluzjami, była ostatnim apelem Jezusa do dezerterującego Judasza, ale to było daremne. Ostrzeżenie, nawet, kiedy udzielone w najbardziej taktowny sposób i przekazane w najbardziej łaskawym duchu, z reguły wzmacnia tylko nienawiść i rozpala złą determinację do przeprowadzenia w całej pełni własnych, samolubnych planów, kiedy miłość raz naprawdę umarła.
5. USTANOWIENIE WIECZERZY UPAMIĘTNIAJĄCEJ
Kiedy przynieśli Jezusowi trzeci kielich wina, „kielich błogosławieństwa”, wstał on z sofy i biorąc kielich w swoje ręce, pobłogosławił go i powiedział: „Bierzcie ten kielich i pijcie z niego wszyscy. To będzie kielich na moją pamiątkę. To jest kielich błogosławieństwa nowego porządku łaski i prawdy. On będzie dla was symbolem obdarzenia i służby Boskiego Ducha Prawdy. I nie będę pił z tego kielicha z wami do tego czasu, kiedy pod nową postacią pić będę z wami w wiecznym królestwie Ojca”.
Wszyscy apostołowie czuli, że stało się coś niezwykłego, kiedy pili z tego pobłogosławionego kielicha z głęboką czcią i w zupełnej ciszy. Dawna Pascha upamiętniała wyjście ich ojców z narodowej niewoli ku wolności i niezależności; teraz Mistrz ustanawiał nową, pamiątkową wieczerzę, jako symbol nowego porządku, w którym zniewolona jednostka wyjdzie z niewoli obrzędów i samolubstwa do duchowej radości, braterstwa i wspólnoty wyzwolonych przez wiarę synów żywego Boga.
Kiedy wypili ten nowy kielich upamiętniający, Mistrz wziął chleb i odmówiwszy dziękczynienie, połamał go na części i polecił, aby go podali wokół a potem powiedział: „Weźcie ten chleb upamiętniający i jedzcie. Mówiłem wam, że jestem chlebem życia. I ten chleb życia jest łącznym życiem Ojca i Syna w jednym darze. Słowo Ojca, tak jak jest objawione w Synu, jest prawdziwie chlebem życia”. Kiedy podzielili się chlebem upamiętniającym, symbolem żywego słowa prawdy, inkarnowanego w formie cielesnej, wszyscy usiedli.
Ustanawiając tę pamiątkową wieczerzę, Mistrz odwołał się do przypowieści i symboli, jak to zawsze było w jego zwyczaju. Używał symboli, ponieważ chciał nauczyć pewnych wielkich duchowych prawd w taki sposób, aby utrudnić jego następcom nadanie precyzyjnej interpretacji i kategorycznego znaczenia jego słowom. W ten sposób próbował zapobiec temu, żeby w kolejnych pokoleniach nie krystalizowano jego nauki i nie wiązano jego duchowych znaczeń martwymi łańcuchami tradycji i dogmatu. Ustanawiając ten jedyny obrzęd, czy sakrament, związany z całą jego życiową misją, Jezus dołożył wszelkich starań, aby raczej zasugerować jego znaczenie, niż zajmować się precyzyjnymi definicjami. Nie chciał niszczyć idei indywidualnego człowieka, dotyczącej niebiańskiej wspólnoty, poprzez ustanowienie precyzyjnych form; nie chciał również ograniczać duchowej wyobraźni wierzącego, poprzez krępowanie jej formalnościami. Chciał raczej przydać nowo narodzonej, wolnej duszy, radosnych skrzydeł nowej i żywej, duchowej wolności.
Pomimo wysiłków Mistrza, żeby tym sposobem wprowadzić nowy sakrament na jego pamiątkę, w następnych wiekach jego wyznawcy zadbali o to, aby życzenie, które wyraził, nie spełniło się w praktyce, dlatego, że jego prosty symbolizm duchowy z ostatniej nocy w ciele został zredukowany do precyzyjnych interpretacji i podporządkowany ustalonym formułom, z matematyczną niemalże precyzją. Żadna ze wszystkich nauk Jezusa nie stała się bardziej sformalizowaną tradycją.
Ta wieczerza upamiętniająca, kiedy biorą w niej udział ci, którzy wierzą w Syna i rozpoznają Boga, nie potrzebuje być łączona z żadnym symbolizmem, z żadną ludzką, naiwną, mylną interpretacją znaczenia Boskiej obecności, gdyż na wszystkich takich uroczystościach Mistrz jest rzeczywiście obecny. Pamiątkowa wieczerza jest symbolicznym spotkaniem wierzącego człowieka z Chrystusem. Kiedy więc staniecie się duchowo świadomi, Syn aktualnie jest obecny a jego duch brata się z zamieszkującą człowieka częścią Ojca.
Potem, gdy zamyślili się na kilka chwil, Jezus kontynuował: „Kiedy to robicie, przypomnijcie sobie życie, którym żyłem na Ziemi wśród was i radujcie się, że wciąż będę żył z wami na Ziemi i przez was służył. Nie rywalizujcie między sobą jako jednostki, który z was ma być największy. Wszyscy bądźcie braćmi. I kiedy królestwo będzie się rozwijać i będzie obejmować większą grupę wierzących, tak samo nie powinniście rywalizować o wielkość, czy próbować się wywyższać wśród takich grup”.
I to wielkie zdarzenie miało miejsce w pokoju na piętrze, u przyjaciela. Niczego z uświęconej formy, czy obrzędowej konsekracji, nie było ani w wieczerzy ani w budynku. Ta pamiątkowa wieczerza została wprowadzona bez eklezjastycznej aprobaty.
Kiedy Jezus ustanowił w ten sposób pamiątkową wieczerzę, powiedział apostołom: „Tak często, jak będziecie to czynić, róbcie to na moją pamiątkę. I kiedy będziecie mnie wspominać, najpierw popatrzcie wstecz, na moje życie w ciele i przypomnijcie sobie, że kiedyś byłem z wami i wtedy dostrzeżecie, poprzez wiarę, że wszyscy za jakiś czas będziecie spożywać ze mną wieczerzę, w wiecznym królestwie mego Ojca. To jest nowa Pascha, którą wam zostawiam, ta właśnie pamiątka mojego obdarzającego życia, słowo wiecznej prawdy i moja miłość do was, wylewająca mojego Ducha Prawdy na wszystkich w ciele”.
I tak skończyli obchody starej, ale bezkrwawej Paschy, połączone z początkiem nowej, pamiątkowej wieczerzy, śpiewając wszyscy Psalm sto osiemnasty.
2009/08/05 @ 13:17
Schicha
No cóż ewiater ! pogodzona jestem z maksymą-milczenie jest złotem.
Oby było wysokiej próby.
Pozdrawiam.