Minęło 7 miesięcy odkąd rzucił palenie. Było to kolejne podejście i bardzo chciał, by tym razem okazało się skuteczne. Taką w każdym razie miał nadzieję.

Słońce chyliło się ku zachodowi i dzień był ciepły. Szpadel lekko wciskał się w ziemię, która odwracana na druga stronę lśniła wilgocią i pachniała żyzną próchnicą. Lubił to zajęcie, bo wszystko – łącznie z zapachem i wysiłkiem – przypominało mu beztroskie dzieciństwo spędzone u dziadków.

Ogród, łopata i odczuwane intensywaniej niż rok wcześniej zapachy i smaki. Euforia niemalże… nie mógł się nacieszyć i nasycić tym wszystkim, co odczuwał. W pewnym momencie podszedł niepostrzeżenie rezolutny siedmiolatek. Przyglądał się pracy ojca przez chwilę z zaciekawieniem, po czym zapytał:

- Tato! Prawda to, że każdy papieros zabiera 15 minut życia?
- Tak, syneczku! – odpowiedział machinalnie nie przeczuwając zastawionej pułapki. Był przekonany, że w ten sposób utrwali w młodym niechęć do nałogu, z którym zmagał się przez tyle lat.
- Ale teraz jak już nie palisz – kontynuował młody człowiek – to te zabrane minuty wrócą się znowu? Czy tak?
- Nie – odpowiedział machinalnie zajęty kopaniem ogródka. – To, co stracone już nigdy nie wróci.

Nim wybrzmiały ostatnie słowa odpowiedzi usta pytającego przybrały kształt podkówki, a oczy zaszły łzami. Po chwili rozległ się spazmatyczny szloch. Młody człowiek płakał nad utraconym czasem ojca, którego chciał zachować dla siebie, jak najdłużej. Ten zaś zaskoczony przytulił mocno malca chcąc skryć w ramionach jego  rozpacz. Niespodziewanie po raz pierwszy w życiu poczuł, że oto jest ktoś komu zależy na nim szczerze i bezwarunkowo.

______________________________
*dziecka,  z dzieckami - zapożyczona i jak nabardziej świadomie użyta prywatna forma słowa pochodzącego od l.mn.: DZIECI, Z DZIEĆMI…