You are currently browsing the daily archive for maj 23rd, 2009.
Po głowie chodził mi całkiem inny wpis, którym twórczo zainfekowała moje szare komórki Defendo. Rzecz o słowie łóżko. Nie jestem jeszcze gotów do pisania o łóżku. Brakuje mi jeszcze paru skojarzeń i odniesień. Jest to zagadnienie bardzo poważne i tak też będzie potraktowane:-)
Dziś natomiast sprowokował mnie Piotr 55-ty komentarzem na blogu u szamańskiej Flamenco: Wydaje mi się, że idziesz na łatwiznę generalizując polski stosunek do religii, wiary i kościoła. Okazuje się, że stara maksyma, że gdy dwóch mówi to samo, niekoniecznie mają to samo na myśli sprawdza się w przytoczonym fragmencie komentarza. Kwestia Kościoła i wiary pojawiła się na zasadzie obiter dictum i nie można mieć pretensji o możliwe inne rozumienia użytych określeń. Szybkość dyskusji sprawia, że mamy do czynienia ze swoistego rodzaju qui pro quo.
Odróżniam dwie rzeczy w sposób zasadniczy: wiarę i praktykę w odniesieniu do jakiejkolwiek denominacji chrześcijańskiej, czy też religii niechrześcijańskich. Mówiąc o wierze nie mówię o instytucji, która jest namacalną emanacją religii, ale nie jest religią, a tym bardziej urzędnicy tej instytucji.
Wiara to dla mnie (w odniesieniu do religii rzecz jasna) pewien stan umysłu przyjmujący za fakt istnienie bytów niematerialnych, bóstw mających wpływ na życie człowieka i świata. Przekonania wynikające z wiary są niedowodliwe na gruncie naukowym i z gruntu o takie dowodzenie nie występują, gdyż uważają, że rzeczywistość do której się odnoszą znacznie wykracza poza możliwości poznawcze człowieka. O ironio! podobny problem mają także niewierzący w istnienie nadprzyrodzoności, gdyż ich poglądy o naukowości takiego poglądu też są naciągane.
Czynnikami mającymi wpływ na wiarę (niewiarę w tych rozważaniach pomijamy) są poglądy wyrażone w świętych księgach poszczególnych religii (np. Biblia, Koran). A że księgi te w swej treści są niejednoznaczne wymagają interpretacji. Interpretacja zaś to rola liderów religijnych, różnych świętych mężów, których interpretacje i wyjaśnienia wchodzą do tradycji danej religii. Formalne struktury religii instytucjonalizują jedne interpretacje i przekładają to na praktykę w formie zaleceń, nakazów, propozycji. W swej istocie każda z religii zakłada, że przyznający się do niej wyznawcy znają i pisma źródłowe, jak i też tradycję w stopniu umożliwiającym mówienie o sobie, że jest się wierzącym.

Mistrz praktyki
Współczesny katolicyzm, prawosławie, protestantyzm w przeważającej swej praktyce jest wydmuszką: są formami bez treści. Nieco lepiej to wygląda u tzw. nowych kościołów, które z racji swej ewangelicznej gorliwości i nieliczności dbają o lepszą formację intelektualną swych wyznawców.
Często jest tak, że są wierzący niepraktykujący – wiara na zasadzie, że pewnie jest jakaś transcendencja i na wszelki wypadek na poziomie mentalnym przyjmować, że Bóg jest. Nie znają zasad wiary, albo znają w stopniu znikomym. Czasami uczestniczą w ceremoniach religijnych. Towarzyszące im wówczas przeżycia wzruszenia (radość, smutek) nie są wiarą tylko stanem emocji. Emocje to nie jest wiara.
Są praktykujący*, ale niewierzący, którzy poddają się naciskowi opinii i rodziny. Poza tym mogą lubić ceremoniał religijny.
I wreszcie wierzący i praktykujący-praktykujący**: wierzący w transcendencję, znający zasady swej religii i stosujący w życiu codziennym jej zasady.
*Praktykowane są tylko zewnętrzne ceremoniały bez wypełnienia ich treścią wiary
** Znane są i praktykowane są treści wyznawanej religii
Vos verba