Jesteśmy żarłoczni posiadania… Chcemy mieć dobra pracę, dom, ogród, samochód, mądre i wykształcone dzieci. Marzymy, by zwiedzać świat, poznawać miejsca, ludzi. Przeżyć jakąś niesamowitą przygodę.
Pożeramy wszystko, chłoniemy i ciągle nam wszystkiego mało. Jeśli kiedykolwiek zatrzymujemy się na moment to tylko po to, by znów chłonąć wszystko niczym żarłoczne koparko-dinozaury znane z księżycowych krajobrazów kopalni odkrywkowych.

Pytanie postawione w tytule wpisu padło wczoraj w rozmowie ze znajomą nauczycielką, która od kilku lat prywatnie studiuje psychotronikę. Rozmawialiśmy o tekście, jaki napisała jej córka do miesięcznika Charaktery i od słowa do słowa doszliśmy w rozmowie do pewnej techniki poznawania siebie poprzez wywiad z samym sobą.
Jedno z pytań tego autowywiadu uderzyło mnie w szczególny sposób, bo odwoływało się nie do rozumu, ale do najbardziej podstawowych emocji, jakie w nas drzemią i opisują nas takimi jakimi jesteśmy:
CO BYŚ KRZYKNĄŁ NA SZCZYCIE GÓRY?
Dosłownie w momencie przywołałem bardzo wyraziste wspomnienie niesamowitego przeżycia z lipca 1975 roku, jakim było wejście przed świtem na szczyt Trzy Korony w Pieninach. I ten cudowny wschód słońca, istna metafizyka…
Jakżesz piękny jest ten świat!!!

13 comments
Comments feed for this article
2009/05/09 @ 17:26
Jula
Tak, najgorsze jest to, tutaj nawiązuje do poprzedniej Twojej notki, że naprawdę do blogów sie przyzwyczajasz i gdy kogoś zabraknie , to tak jakby Ktoś zabrał Ci ukochana książkę :( Buuu..
Hmm, byłam na Trzech Koronach w Pieninach, a ponieważ mam lęk wysokości, to połowę wrażeń z przepięknego widoku, straciłam na zastanawianie sie, czy ten metalowy pomost może runąć i jakie mam szansę na przeżycie.Hihihi…
Natomiast nad morzem zachód , czy wschód słońca, to u mnie pełna kontemplacja i do tego jeszcze kojący szum morza, tak to jest to!.. :)
2009/05/09 @ 19:46
Sadoq
Cóż, każdy ma COŚ innego do wykrzyczenia na szczycie góry:-) Zwłaszcza, gdy barierki budzą wątpliwości co do swej solidności.
Przyznam szczerze, że w ogóle tego nie pamiętam, by były tam jakieś barierki… może za bardzo oszołomiony byłem kontemplowaniem piękna.
2009/05/09 @ 18:28
Donwinka
hm…. nie zastanawiałam się jeszcze na tym
ale tę piosenkę uwielbiam
miłego wieczorku sobotniego
2009/05/09 @ 19:47
Sadoq
Przyjdzie kryska na Matyska tak więc i Ty Donwinko będziesz miała swoje 5 minut na jakimś szczycie.
2009/05/10 @ 8:25
Barnaba
A ja jestem dziwny. Armstronga wielbię i słucham codziennie, ale osobiście bym zakrzyknął: Nareszcie wlazłem! I może nawet jeszcze coś po przecinku…Pozdrawiam!
2009/05/10 @ 8:59
Sadoq
Znając Ciebie (już trochę) wiem, że wejście na szczyt nie jest żadnym problemem, skoro basen powielokroć wzdłuż przepływasz. Ale ważne jest by mieć także okrzyk radości i zachwytu dla samego siebie… wszak jesteśmy cząstką tego piękna, które podziwiamy wokół siebie.
2009/05/10 @ 8:51
MGM
Witam, każdy z nas ma swój krzyk, osobisty i nie zawsze wyartykułowany, lecz czy trzeba aż wchodzić na szczyt, by go wydać z siebie? A że świat jest piękny i wyjątkowy, że czasem jakiś widok, jakiś zapach, jakieś wrażenie ściska nas za gardło i nie pozwala odetchnąć. Z zachwytu, ze szczęścia. Szczęśliwym ten, kto może wówczas powiedzieć do kogoś tuż obok… popatrz! Mnie ciągle “chodzi po głowie” cytat z “Giaura” Byrona… bo nie dzielone każde czucie nudne i szczęście samo do zniesienia trudne… Pozdrawiam serdecznie, Gosia
2009/05/10 @ 13:57
Sadoq
To bardzo piękne, co piszesz… podziwiać piękno we dwoje. Dobro, a tym samym i piękno, jest tą forma przeżywania, która do pełni potrzebuje sposobności dzielenia się z drugą osobą.
Są jednak chwile, gdy tego typu stany dobrze jest przeżywać w samotności.
2009/05/10 @ 11:57
kadarka
Każdy ma swoją górę (może nawet całkiem płaską), na którą chce wejść i krzyknąć pełną piersią. A co potem? Ma z niej zejść bez żalu? A taki jest z niej piękny widok i ile radości sprawiała wspinaczka. Zakładam, że z wyższej perspektywy widzi się i inne góry, które stają się kolejnym celem do wspinaczki ;) .
Piękny jest świat zdobywców.
2009/05/10 @ 14:00
Sadoq
Schodząc z góry zabierasz przeżycia ze sobą. Dobrze wiesz, że stan uniesienia i szczęśliwej radości jest tylko chwilą, do której się powraca, ale nie można w niej trwać in perpetuo.
2009/05/11 @ 5:30
Donwinka
może przyjdzie taki czas
pozdrawiam porannie
miłego dzioneczka
2009/05/12 @ 14:35
Trzeci
Ja bym chyba nic nie krzyknął ;-).
2009/05/12 @ 20:24
Sadoq
Czasami milczenie więcej krzyczy niż cokolwiek. Jak mawiali starożytni: mowa jest srebrem, milczenie zlotem.